// dlaczego zostałam hodowcą

Mały Pełzak ma dzisiaj przed sobą swój Trzeci Wielki Dzień.

Jego Pierwszym Wielkim Dniem było jego przyjście na świat, pierwszy oddech, pierwsze wołanie „Witaj Świecie!” i pierwszy obiad. Mały Pełzak urodził się w południe, dzięki temu trafił z marszu na obiad.

Świat powitał chwilę po swoim bracie i siostrze. Kiedy jego maleńkie łapki po raz pierwszy dotknęły miękkiego kocyka ważył 87 gram.

Drugi Wielki Dzień Małego Pełzaka był, kiedy siódmego dnia po urodzeniu otworzył najpierw jedno, potem drugie maleńkie oczko.

Dzisiaj od rana przygotowuje się na swój Trzeci Wielki Dzień – po raz pierwszy oddali się od mamy, uda się w swoją pierwszą podróż, na swoich małych, białych łapkach. To spore wyzwanie, bo pomimo że otworzył już oczy, to jeszcze ani nie widzi, ani nie słyszy. Co za odwaga! Będzie pierwszym z czwórki rodzeństwa, które podejmie to wyzwanie.

Po południu mały, już 120-gramowy Pełzak ruszył w świat. Pokonał samodzielnie tyle, co dwie długości dłoni. Pod okiem swojej mamy czuł się jednak bezpieczny.

Opisane wyżej chwile, podobnie jak pierwsze przygody, wyprawy, miauknięcia i emocje małych pełzaków są zarezerwowane tylko dla hodowcy.

Podobnie jak pierwsze ufne spojrzenie małych, jeszcze nie widzących oczu kociego dziecka. Oczu, które bez uprzedzeń i zwątpienia spoglądają w przyszłość wierząc, że ich kocia mama i człowiek to ich wielcy sprzymierzeńcy.

To momenty, których nie da się opisać słowami, nie da się utrwalić na zdjęciach i nagrać kamerą.

Są tak poruszające, rozbrajające, pełne czułości a przy tym niepowtarzalne i wyjątkowe, że dopiero będąc ich świadkiem zdałam sobie sprawę jak wielkie mnie spotyka szczęście, że mogę w tym uczestniczyć.

To dlatego zostałam hodowcą. Gdyby nie te małe pełzaki, które są tak wdzięczne za każdą poświęconą im chwilę, każdy nawet najmniejszy papierek którym się bawią jak gdyby to była zabawka za milion dolarów, zapewne pozostałabym tylko przy rywalizacji na ringach wystaw, którym przecież również towarzyszą wspaniałe emocje. Ale te maleńkie kocie dzieci, ich opiekuńczy rodzice /kocur–tata też się angażuje w opiekę nad swoimi maleństwami!/, czujne i czułe mamy, zawsze gotowe aby pomóc swoim dzieciom szczęśliwie dorosnąć sprawiają, że świat staje się lepszy.

Kiedy widzę, że moje kocie dzieci sprawiają, że ktoś jest dzięki nim szczęśliwszy – serce rośnie. Dlatego najważniejszym celem mojej hodowli jest aby w małym syjamskim kociątku zawrzeć całą elegancję, wdzięk, nietuzinkową, inteligentną, wrażliwą duszę, czułość, miłość i oddanie widoczne w błękitnych oczach a w zdrowym duchu zdrowe ciało.

Certified Breeding – Hodowla RUSORI HOUSE *PL spełnia najwyższe standardy  warunków w jakich mieszkają nasi podopieczni, odżywiania  oraz opieki weterynaryjnej. Decydując się na kocięta od nas inwestujesz w pasję, zaangażowanie i miłość które włożyliśmy w hodowlę. Starannie dobieramy koty o najlepszych rodowodach, charakterze i nienagannym zdrowiu, do wyboru przyszłych opiekunów przywiązujemy najwyższą uwagę a hodowla jest zarejestrowana w oficjalnych federacjach World Cat Congress: